Relacja z imprezy Isle of MTV

isle

Zdjęcie: Wikipedia

Tytułem wstępu: w ubiegłą sobotę odbyła się w Piekarni impreza pod tytułem „Isle of MTV”, której gwiazdami byli Rui da Silva i Chocolate Puma.

Mogłoby się wydawać, że takiej postaci jak Rui da Silva nie trzeba przedstawiać. Jego utwór „Touch Me” to światowy przebój, a przecież to tylko jedna z jego kilkudziesięciu produkcji. Czytając jednak poimprezowe opinie na pewnym popularnym forum, dotarło do mnie, że takiego da Silvy, jakiego usłyszeliśmy w Piekarni, niemal nikt się nie spodziewał. Zamiast melodyjek i słodkich wokali a’la „Touch Me”, dostaliśmy dużą dawkę ciemnej strony progressive. Czy Rui da Silva zrobił wszystkim kawał i udawał jakiegoś innego dj’a? Nie Rui da Silva gra ciemny i ciężki progressive, o czym można się było przekonać słuchając jego setów z ostatnich kilku miesięcy.

Jaki więc był set da Silvy? Gwiazda wieczoru zaczęła od spokojnego i melodyjnego utworu Slacker „A Million Dreams”, by z każdym kolejnym numerem zapuszczać się w coraz głębszą i ciemniejszą otchłań progressive. Po kilku utworach pozwolił on jednak odetchnąć klubowiczom, grając dwa hity – „Touch Me” w ostro wykręconej wersji oraz Syntax – „Pray”. Trochę się przestraszyłem, że da Silva poddał się tłumowi i dostaniemy zaraz koncert życzeń rodem z MTv. Nic bardziej mylnego. Po chwili znowu zaszło słońce i mocny beat grał pierwsze skrzypce. Zniecierpliwiony czekałem aż usłyszę wynik kolaboracji da Silvy i Mo Shica, czyli „Gibberish”. W pewnym momencie dźwięki ułożyły się w tak charakterystyczną całość, że nie miałem wątpliwości – to jest to! Niesamowity numer, ale o tym w dziale recenzje za jakieś 2 miesiące.
Rui da Silva zakończył utworem, który mogliśmy już wcześniej usłyszeć na początku jego seta. Był to nieznany mi remiks Filter – „Where Do We Go From Here”, który radośnie zwieńczył mroczny set gwiazdy wieczoru. Jedynym zarzutem, który można postawić da Silvie, to zupełny brak kontaktu z publicznością.

Z brakiem kontaktu nie mieli problemu Chocolate Puma, którzy przejęli decki po Ruim. Oni mieli jednak inną, według mnie bardziej istotną wadę. Byli jak szafa grająca z włączoną opcją shuffle. Co numer to z innej beczki. Owszem, było kilka perełek, ale ja dłużej nie mogłem znieść tej mieszalni klimatów.
Co poza tym działo się w klubie? Ciężko powiedzieć, bo byłem wszędzie i nigdzie. Na drugiej sali Harper pogrywał remiksy Backstreet Boys, a w strefie Liptona królowały klimaty downtempo. Z twarzy ludzi wynikało, że wszędzie jest tak samo fajnie.

Tytułem zakończenia: na największe uznanie nie zasługuje chyba ani da Silva, ani Chocolate Puma. Według mnie gwiazdą wieczoru byli organizatorzy, którzy zmienili dobrze znaną wszystkim Piekarnię w miejsce nie do poznania. Wyścigówki Mini, Strefa Liptona w specjalnie wybudowanym namiocie przed klubem, dziwaczne stwory nad ranem, które ciężko opisać. Czułem się jak w zachodnim klubie. Gratulacje!

Zdjęcia osób, packshoty - www.sara-studio.pl

Dodaj Komentarz